X

Porno i duszno

Minęło 118 dni prezydentury Karola Nawrockiego – sto osiemnaście dni tak gęstych od smrodu, że gdyby to wszystko wrzucić do kabiny w publicznym WC, to mielibyśmy biologiczny atak gównoterroru. I nie ma tu absolutnie nic z sensacji: po prostu mamy prezydenta, który wszedł do pałacu z retoryką gościa, któremu się wydaje, że historia to jego osobisty sandbox.

Już w Święto Niepodległości – taki kurwa dzień, który normalnie powinien być momentem najważniejszego, wyważonego przekazu, ale chuj, przecież prezydencik odpalił retorykę antyunijną i wygłaszał swoje postulaty pozbawione orientacji geopolitycznej. Unia dostała po mordzie z pełnym impetem, Rosja – absolutnie nic. Ani jednego pierdolonego zająknięcia o państwie, które od dziesięciu lat demoluje architekturę bezpieczeństwa Europy. Ta prezydencka selektywna amnezja nie jest oczywiście przypadkiem, jest wybrana i zamierzona. Kiedy władza wybiera wygodną ślepotę, zawsze robi to w jednym celu: żeby nie musieć brać odpowiedzialności za nic uwierającego w kroku.

Potem Nawrocki przychodzi z decyzją o zablokowaniu nominacji 136 młodym ludziom, którzy mieli wejść do służb specjalnych. Zamraża krwiobieg państwa, bo Karol pajacuje i nie rozumie, że służby to nie harcerstwo ani jebane kibolstwo – nie wchodzisz „na próbę”. Blokując te nominacje bez sensownego uzasadnienia, prezydent pokazał, że bezpieczeństwo państwa jest dla niego narzędziem – a on, kurwa, nie potrafi się nim posługiwać. Czyli jednak nie tylko mózg. Proces budowania odporności państwa, w pokrętnej logice Karola, potraktować można jak durny kartelowy foch.

Jeszcze sfapował się po tym na nominacjach 46 sędziów. Prezydent znów zrobił „nie”. Znów bez czytelnego mechanizmu, oczywiście bez przekonujących powodów i w chuju mając transparentną argumentację. System prawny działa, kiedy jest przewidywalny. Kiedy głowa państwa zaczyna robić z sądów poligon pod własne polityczne eksperymenty, przestaje działać cokolwiek.

Nie można szukać tutaj nowej definicji reformy – bo to, kurwa, brak dostępu do praworządnej energetyki, koniec, kropka.

Równocześnie Nawrocki wywija fikołka logicznego, gdy na szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego zostaje powołany człowiek z zarzutami karnymi i bez dostępu do informacji niejawnych. Taka tam tyci-mała kontrowersyjka. Otóż coś więcej – instytucjonalny absurd, tak nachalny, że każdy student administracji publicznej wskazałby to na egzaminie jako przykład, którego „nie wolno robić pod żadnym pozorem”.

Ale tu – proszę bardzo – pełna profeska: państwo jako scena dla nieudolnie odegranej farsy, oczywiście czas na bis.

Do kompletu – prezydencik Nawrocki ogłasza, że chce zmieniać traktaty Unii Europejskiej.

No bo przecież Polska trzyma i ściska jaja europejskiej konstytucji w mocnej łapie naszego bohatera kulturysty. Karol ubzdurał sobie chyba, że kompetencje prezydenta pozwalają mu wpływać na mechanikę całego kontynentu. Wypierając z siebie realne argumenty, facet zaczyna odpowiadać na głody swojej ambicji. Prezydent, który nie zna swoich granic, jest jednocześnie groteskowy i w kryzysie konstytucyjnym – chujowo dla nas.

Dokonał swojego żywota również szczególny pokaz „dyplomacji”, w którym Karol odmówił spotkania z Ursulą von der Leyen i Wołodymyrem Zełenskim bez mrugnięcia okiem i grymasu wargi – ale ta mogła być może odrętwiała po snusie. W tym samym czasie prezydent bez problemu znajduje przestrzeń na rozmowy z politykiem, który lata do Moskwy częściej, niż europejscy sex turyści widzą chuja w tajlandzkiej dyskotece. Ten nieprzypadkowy wybór partnerów jest strategicznym sygnałem, w którą stronę przesunęły się lojalności prezydenckie. I nie, nie jest to strona, w którą powinna iść Rzeczpospolita w 2025 roku. Jeśli ktoś ma inne zdanie, to ma również zasrane w głowie, i to opornie.

To wszystko razem układa się w karykaturę odpiętą całkowicie od wizji, w zamian za to opartą na reaktywności. Taka techniczna bezwzględność nie ma nic wspólnego z siłą. Jest to prymitywnie kompulsywna potrzeba „pokazania komuś miejsca w szeregu”. To jest prezydentura, która odgina, pozbawia rozsądkowego utlenienia kolejne niezależne instytucje.

I teraz może być tak, że ta polityczna dynamika może koniec końców wypierdolić: mam na myśli stosunek Nawrockiego do Kaczyńskiego. Do tej pory można było zakładać, że Nawrocki będzie wiernym wykonawcą woli prezesa, pionkiem z lojalną funkcją w układzie władzy. Ale 118 dni pokazuje coś odwrotnego: prezydent zaczyna grać własną grę. Blokady nominacji, ruchy personalne, deklaracje ponad kompetencje – mało w tym podległości, dużo budowania własnego pola. Widzę coraz wyraźniej emancypację polityczną, która nie musi być spektakularna, żeby okazała się niebezpieczna dla Jarosława.

Próbując znaleźć odpowiednie semantycznie „coś” do opisania tej sytuacji, wpadła mi do głowy inflacja decyzyjności: sytuacja, w której pionek zaczyna produkować decyzje szybciej, niż potrafi je racjonalizować, a jego pewność siebie rośnie szybciej niż jego realna siła. Inflacja decyzyjności to może być ten moment, w którym każda kolejna decyzja jest bardziej pokazówką niż skutkiem planowania. Taka eksplozja przekonania o własnej sprawczości wcale nie wynika z realnego mandatu – to czysta głupota i tępy galop.

A jeśli Nawrocki pójdzie tą drogą – to Kaczyński przestanie mieć nad nim kontrolę. A prezydentura, która miała być przedłużeniem woli Żoliborza, stanie się autonomiczną, dziką strukturą. I to będzie moment, w którym cały układ zacznie się kruszyć. I to nie dlatego, że ktoś go zaatakował – ale dlatego, że jego własny prezydent przestał być posłuszny. To ci dopiero kurwość nad kurwościami.

Największym zagrożeniem tej prezydentury nie jest wtedy Unia ani opozycja, nawet nie kurwa flirt z Rosją. Największym zagrożeniem jest prezydent, który zaczyna myśleć, że już nic nie musi konsultować.

A jeśli to się utrwali, to państwo wejdzie w fazę drgawek, których żadne planowane „silne państwo” nie będzie w stanie opanować.

Może mieć jebaniutki rozmach, a my stan – przedzamchowy.

Paweł Sobierajski

Categories: Politowanie
Paweł Sobierajski:
Related Post