X

Matcha nie Macho

Patrzę na tę scenę polityczną od lat wielu. Swędzi mnie z ogromną upartością wrażenie, że siedzę na prywatnym koktajlu, na którym nie powinno mnie być, ale politycy dawno zapomnieli, że w ogóle zaistniałem i nabrałem dla nich przeźroczystości.

Grają w siłę, za którą nam przyjdzie płacić rachunki. Oni prężą klaty. My patrzymy, jak świat robi się coraz bardziej pojebany.

Karol Nawrocki strzela fochem, no i wetem dotyczącym programu SAFE – w swoim kraju, którego żąda na wyłączności – bo Polska należy mu się jak kawalerka z lokatorem czy bez niego.

Wszyscy zaczęli gadać o pieniądzach. O kredytach. O zadłużeniu. O miliardach euro. O tym, czy Polska weźmie z programu Security Action for Europe (SAFE) czterdzieści miliardów czy nie weźmie.

I to wszystko jest cholernie zabawne, bo to nie jest w ogóle spór o pieniądze.

Tutaj najważniejszy jest testosteron władzy. To jest spór o to, kto ma rację.

I też o to, kto może pierdolnąć swoje skuteczne „nie”.

Ja się na armii nie znam. Nie wiem, ile kilometrów zasięgu ma rakieta ani ile pali M142 HIMARS (to z neta). Wiem jednak, że wojna jest najgorszym wynalazkiem człowieka.

Nie ma w niej honoru. Nie ma w niej dumy. Jest tylko mięso.

Mięso w mundurach. Mięso w zgliszczach miast. Mięso dzieci wyciąganych spod gruzów. Mięso poległych i mięso zamiast mózgów, te wojny błogosławiących.

I znowu, kiedy patrzę na to globalne szaleństwo – na inwazję Rosji na Ukrainę, na puchnące jak drożdżowe ciasto, budżety armii w NATO, na kolejne miliardy wrzucane w stal i proch – mam niewygodne, takie uwierające w butach wrażenie, że kroczę przez świat, który zamienił się w jakąś gigantyczną siłownię dla bestialskich samców.

Każdy chce być większy, twardszy i każdy chce mieć większą pałę w arsenale i w rozporku.

I wtedy Nawrocki. Cały spocony, w dresie ze swoimi inicjałami, mówi weto.

Uspakajam zlęknionych, że nie podejrzewam Nawrockiego o technokratyczną decyzję, ani tym bardziej o decyzję płynącą z finansowych kalkulacji.

Weto jest przecież najpiękniejszą zabawką władzy. Jak pokazuje historia najnowsza, tej prawicowej szczególnie.

Jeden człowiek może zatrzymać cały mechanizm państwa, jednym podpisem. Mokry sen o spuście na twarz narodu właśnie się Nawrockiemu ziścił po raz kolejny.

Nawrocki może oddawać się zabawie w rewolwerowca ze starego westernu który mówi:

„Nie podoba mi się to”.

Wtedy wszyscy muszą się zatrzymać i wybrzmiewa muzyka wywołująca napięcie i konsternację. Co to będzie u nas Panie Karolu? Bogurodzica czy hymn Lechii Gdańsk.

Ależ to weto wypierdala politycznym narcyzmem.

Przecież wcale nie chodzi o dług.

Polska była zadłużana przez lata rządów Prawa i Sprawiedliwości z rozmachem dubajskich wakacji polskiej klasy średniej – co prawda już nie istniejącej, ale wiecie co mam na myśli.

Fundusze poza budżetem. Obligacje. Kreatywna księgowość. W żaden sposób nie przeliczone programy socjalne 500+ (które już przepotwarzyło się w 800+).

Dług rósł jak kutas po viagrze.

Ale nagle – nagle – ktoś odkrywa, że pożyczka z Unii jest problemem.

Serio?

Nawrocki bardzo wyraźnie daje sygnał. Unia mu zawadza.

Ta sama Unia Europejska, która przez dwadzieścia lat była dla Polski największym projektem cywilizacyjnym od czasu elektryczności – której wciąż brakuje w pewnych momentach geograficznych kraju.

Ale dla przeważającej części polskiej prawicy Europa jest guzem, którego nabiliśmy się z

pomocą Kwaśniewskiego i Millera. Którego teraz pielęgnuje Tusk podjudzany przez Niemców.

Nawrocki bardzo kocha w sobie siłę. To widać w języku, który karmi tą całą narrację o twardości państwa.

Politycy jego obozu od lat omamiają nas wizją Polski jako oblężonej twierdzy.

Wszyscy wokół coś knują. Bruksela. Migranci. Liberałowie. Geje. Ekolodzy, Weganie i Ci bez bierzmowania.

Tak, geje też. No muszę.

W końcu piszę to jako gej, który od lat ogląda tę groteskę.

Piszę też to wszystko jako obywatel, który słyszał, że jest „ideologią”. Że jest zagrożeniem dla narodu.

Że jest problemem. Że nie po bożemu i że za ich czasów tego nie było.

A teraz ten sam kolektyw siły pierdoli mi, że chodzi o bezpieczeństwo.

Najbardziej smutne jest jednak to, że ta scena polityczna nie zmienia się od lat.

Zmieniają się nazwiska. Zmieniają się koalicje. Pojawia się i znika Hołownia. Bosak udaje nie-geja.

Ale władza w Polsce zawsze w końcu zaczyna wariować.

Zawsze zaczyna kochać samą siebie. I zawsze w końcu, zaczyna wierzyć, że jest ważniejsza od ludzi.

Chuj z ludźmi, chuj z nami.

Patrzymy na rachunki. Patrzymy na psychiatrię bez lekarzy. Na szkoły bez pieniędzy. Na miasta, które się duszą w smogu.

I patrzymy jak miliardy lecą w stal.

Bo świat oszalał i wojna stała się nową normalnością.

Bo politycy – w Polsce, w Ameryce, kurwa wszędzie odkryli, że strach jest walutą o stałym, porządnym kursie.

Weto Nawrockiego nie zatrzyma ani wojny, ani Nawrocki nie zmieni świata.

Ale jest diagnozą tej epoki.

Epoki, w której politycy bardziej kochają demonstrację siły niż rozwiązywanie problemów. Epoki, w której władza masturbuje się własnym autorytetem.

Epoki, w której każdy chce być twardzielem.

A ja – obywatel, lewak, pacyfista, gej myślę:

Panowie.

Może w końcu przestaniecie mierzyć sobie pały pod sejmowym prysznicem.

Bo świat nam się spierdolił.

I chociaż nie ciągnie mnie do modnej już drugi sezon matchy, to wolę roślinne pićko od macho z wetem.

Spróbuję. Weto weta i po wecie. Czas na odwet.

Paweł Sobierajski

Categories: Politowanie
Paweł Sobierajski:
Related Post