
Każde śniadanie to bal. Kolorowy, wystawny. Ktoś w kapeluszu, ktoś w cylindrze.
Muszę jednak Was przeprosić za dużą dawkę szczerości – bo nie będzie ona wygodna.
To była gra. Brutalna. Nie mam pewności czy mieliśmy zdolność i charyzmat do jej złagodzenia.
Żeby było uczciwiej to sfastryguje swoje odczucia i przez optykę własnej źrenicy spróbuję też opisać to co zobaczyłem.
Każdy udaje, że bawi się świetnie, w towarzystwie innych. Obłudne. Ale taka gra. Trzeba nade wszystko pamiętać o języku. Bo język drodzy Państwo musi być piękny, nie wulgarny. Musi słodko muskać uszy, pieścić bębenki. Bo słowa szanowni Państwo nagle okazują się być ciężarem – ale tylko wtedy gdy są wulgarne.
Marianna. Była stewardesą i jest striptizerką. Poleciała szybko z programu. Szybciej niż młodzian na myśl o goliźnie. Bal trwa dalej. Nie będzie już prywatnego tańca. Zostały tańce hulańce, te na cienkiej linie i na ostrzu noża.
Chciałbym zrezygnować dziś z uczciwości i napisać to co myślę o Mariannie jako człowieku – ale po co? Ocenię jej grę. Trzymała w niej poziom. Pion również, nawet bez trzymania się rurki. Bardzo zabiegała o pozostawienie po sobie wrażenia inteligencji. Nie odmawiam jej Mariannie, ale to pragnienie pompowało działanie. W końcu pękło. Dużo mądrości ma w sobie Marianna. Niestety. Lekkomyślność zaniosła tą mądrość na bruk.
Czy będę tęsknił? Nie. Dziś stawiam ostatnie słowa w pamiętniku, mamy poniedziałek, mam w sobie błogość. Marianna potrafi ułatwić rozstania. Może to jej sposób na życie – być wszędzie chwilę, być sobą czasem. Nie wiem jaka jest naprawdę. Zgłębiać tej wiedzy nie chcę. Bywaj Marianko.
Marianna nie żyje w tej grze.
Tak to działa. Człowiek jeszcze wczoraj siedział obok ciebie przy stole, rozmawiał, śmiał się, może nawet próbował przekonać cię do swojej racji. A rano zostaje po nim tylko krzesło. I to dziwne uczucie, że powietrze przy stole zrobiło się trochę chłodniejsze.
Rozmawialiśmy długo. O poprzednim głosowaniu, o słowach, które padły, o spojrzeniach, które ktoś źle zrozumiał. Ktoś coś wyjaśniał. Ktoś coś prostował. Każdy próbował przesunąć ciężar podejrzeń choć o kilka centymetrów dalej od siebie.
Atmosfera gęstniała.
W tej grze trzeba uważać na wszystko. Zdradzić cię może ton głosu, zdradzić Cię może milczenie. Uważaj na to, komu patrzysz w oczy, a komu nie. Czasem jedno źle dobrane słowo potrafi zrobić wielką szkodę. Marianka coś powinna już o tym wiedzieć.
Tego dnia Malwina zaprowadziła nas w miejsce, które wyglądało jak sen po złej stronie dzieciństwa.
Upiorne wesołe miasteczko.
Kolory były tam przygaszone, jakby ktoś celowo zdjął z nich radość. Ścieżka prowadziła między zasłonę, która w półmroku wyglądała bardziej jak pułapka – chyba nią była.
Mieliśmy przejść przez mroczny tor przeszkód.
Na każdym etapie czekały drzwi. Jedne prowadziły dalej. Inne kończyły drogę. Trzeba było wybierać. Zaufanie, intuicja, odrobina szczęścia. Wszystko w jednym ruchu ręki.
Na końcu mogły czekać pieniądze.
Albo tarcze.
Tarcza w tej grze są obietnicą życia. Ten, kto ją ma, nie zginie tej nocy z ręki zdrajców.
Działaliśmy w parach. Wchodziliśmy w ciemność po dwóch, jak w jakimś groteskowym karnawale samodestrukcji. Tylko jedna osoba musiała iść sama. Natalia – zdrajczyni. Wtedy nie miało to znaczenia. Liczba uczestników była nieparzysta. Czasem tak bywa, że los pcha cię w samotność dokładnie wtedy, gdy najmniej jej potrzebujesz. Natalia lubi chyba samotność, na pewno lubi kąśliwość. Pamiętam gdy zapytała Marianne o różnice między tańcem i kurestwem, czy jakoś tak? Nie ważne. Marianki nie ma. Śpij słodko.
Do zdobycia było dwadzieścia siedem tysięcy złotych.
Nie zdobyliśmy wszystkiego.
Wróciliśmy z dwunastoma tysiącami i czterema tarczami.
Nie był to spektakularny triumf, ale w tej grze każde zabezpieczenie przed nocą wagę złota.
Po powrocie do zamku wydarzyło się coś, co na chwilę zatrzymało całą grę.
Łucja źle się poczuła.
Na początku wyglądało to jak zwykłe osłabienie, ale szybko stało się jasne, że potrzebna jest pomoc. Do zamku przyjechała karetka. Syreny rozcięły ciszę zamkowego ogrody.
Przez moment nikt nie myślał o strategii. Nikt nie myślał o zdradzie. Co za brednie. Ktoś uwierzy w taką czułość? W to zatroskanie?
Patrzyliśmy na człowieka, który potrzebuje pomocy. Ale wciąż nie była to jedna z tych chwil, kiedy przypominasz sobie, że pod całą tą konstrukcją gry wciąż jesteśmy tylko ludźmi. Przykro mi. Gra wciąż jest ważniejsza. Oczywiście. Można zarzucić mi bezduszność. Śmiało. Przecież już wspominałem o obłudzie, czemu nie zrobić tego ponownie?
Po konsultacji z lekarzem Łucja poczuła się lepiej.
I zdecydowała, że zostaje.
Dzielna Łucja. Wciąż w swoje roli. Zdolna jest.
Wieczorem wróciliśmy do stołu.
To jedyne miejsce, gdzie lojalni mogą naprawdę uderzyć w zdrajców. Jedyna chwila, w której można zdjąć z kogoś kaptur, który zakłada nocą
Słowa zaczęły się pienić. Wścieklizna? Odwaga?
Na pewno emocje.
W pewnym momencie poczułem, że muszę powiedzieć to głośno.
Powiedziałem przy stole, kogo uważam za zdrajców.
Całą trójkę. Dziś wiem, że miałem rację. Jeśli odejdę, nie ważne kiedy, to coś ponownie zostawię. Mam już swoje zwycięstwo.
Czułem wtedy, że to moment, w którym albo się mylę spektakularnie, albo trafiam w samo serce tej gry.
Wojtek nie odpuszczał Łucji. Miał swoje argumenty. Wracał do nich, rozwijał je, dokładał kolejne szczegóły. Było w tym uporczywe przekonanie, że prawda jest już blisko.
Wymiana zdań była ostra.
Nie było już miejsca na delikatność. To cudowne. Ten odór oskarżeń. Niech cuchnie. Przestańmy kurwa udawać dziewictwo intencji.
Wydarzyło się! Po raz pierwszy.
Lojalni mieli rację!
Głosy padły jeden po drugim. W powietrzu czuć było napięcie, jakby każdy z nas wiedział, że to moment przełomu.
Łucja otrzymała dziewięć głosów.
Została wyeliminowana z gry.
Straciła możliwość walki o nagrodę, która w tej historii rośnie z każdym odcinkiem. Legenda głosi, że może być to nawet do pół miliona złotych.
Ale ważniejsze było coś innego.
Po raz pierwszy zdrajcy zostali trafieni. Łucja. Przeaktorzyłaś – to zmyślone słowo. Stworzyłem je dla ciebie. Byłaś bardzo dobra. Ale inni zdrajcy byli lepsi – bo bezwzględni. Kasia B. płakała. Wy tego nie wiecie, ale Kasia obiecała zjeść całą golonkę, gdy okaże się, że Łucja jest zdrajcą. Kasia weganka i golonka. Czekam. Może też chcecie to oglądać? Freak show. Trawiasta nimfa pożre świnki goleń.
Noc w zamku przyszła szybko.
Po eliminacji Łucji przy stole zostali już tylko dwaj zdrajcy: Natalia i Igor.
Spotkali się w zamkowej ciszy na nocnej naradzie.
Tam czekał na nich list od Malwiny.
Prosty i krótki.
Elegancki i okrutny.
Mieli dwie możliwości.
Albo przeciągnąć kogoś z lojalnych na swoją stronę.
Albo zabić.
Czekam na decyzję. Dziś trudno mi pisać. Nie mam o kim. Łucji dziękuję za to czego dokonała. Mariannie współczuję dokonanego żywota.

