
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przyłożył nam zimny okład na zbolałe homofobiczne dupska. Wciąż w kraju nad Wisłą, zauważam zidiociałą sprzeczność, że podczas gdy ja jestem gejem, na ból dupska cierpi pozostała część heteroseksualnych obywateli. To ci kurwa ambaras.
Polska nie może już dłużej udawać, że małżeństwa jednopłciowe nie istnieją. Nie może bawić się w moralne podskoki, ani w pseudokonstytucyjny taniec wymijaniec – a przynajmniej będzie to trudniejsze, oby.
TSUE jasno stwierdza, z cylindryczną elegancją europejskiej praworządności: odmowa transkrypcji zagranicznego małżeństwa dwóch mężczyzn jest sprzeczna z prawem UE. Kropka. Oczywiście nie możemy liczyć na brak oburzeń i sraczki argumentacyjnej:
„chłopak i dziewczyna, normalna rodzina”.
Niestety stanowisko TSUE w tej palącej polską opinię publiczną sprawie, to nie antyprawacka opinia, ani przypowieść o tęczowym jednorożcu skrzywdzonym przez konserwatywne gobliny. Zaistniało orzeczenie dotyczące dwóch facetów, którzy pobrali się w Niemczech. Jeden – z podwójnym obywatelstwem. Drugi – z tym nieszczęsnym, polskim, które każe nam hołubić “wartości”, które dawno obróciły się w kompost. USC odmówił. Wojewoda nie reagował. Sąd musiał sięgnąć po Europę, bo w Polsce nie ma już do kogo pukać po zdrowy rozsądek.
TSUE nie owijał w celofan w ciepłych barwach pierdolenia, dlatego: Polska musi transkrybować te małżeństwa. Nie „może”. Nie „powinna”. Ma to, kurwa, zrobić. Z tego miejsca chciałbym wyrazić swoje – nareszcie kurwa bez kompromisów.
Co wydarzy się teraz? Zacznie się Disco Relax jak sam chuj.
Prawica będzie wyć. Tak głośno, tak spazmatycznie, tak orgiastycznie jak stado baranów na chwilę przed ubojem. Już słychać pierwsze pojękiwania mikrofiutków i kanoniczne wrzaski o
“upadku cywilizacji” i “dyktacie tęczowej brunatności”.
Tak, tak – bo przecież dwóch zakochanych facetów zagraża Polsce bardziej niż korupcja, nepotyzm, czy to, że ktoś napierdalał dwa tygodnie temu w stolicy europejskiego państwa racami, wykrzykując cwelostwa o wyższości białej rasy.
Zjebańczy prawicowy multitasking jest nam dobrze znany. Natomiast Lewica – ajajaj tutaj pojawiają się zgrzyty. I kolejne blizny na rzekomo jasnej cerze otwartości i wszędobylskiej tolerancji.
Ta biedna, poturbowana, polityczna homunkulia, która zgodziła się na akt notarialny o “osobie bliskiej” – nasz kompromisowy potworek, który w każdym zamyśle ma być “krokiem naprzód”, a w rzeczywistości staje się hiper kurwa żałosnym erzacem równości. Kompletnie niezrozumiała dla mnie gestykulacja lewicowych nieboraków wrażenie może zrobić co najwyżej na liberalnych milenijalsach ze wsi Ciasnota Szeroka, bo za chuja nie rozwiązać czegokolwiek dla realnych osób LGBTQ+.
Lewica wygląda dziś jak trzeźwiejący alkoholik, który na imprezie próbuje zaimponować, mówiąc:
“nie piję wódki, ale mogę polać innym”.
Bezużyteczna pokazówka. Całkowicie pozbawione treści ruchy, które obnażają jak bardzo Lewica nie jest lewicowa.
A w tym wszystkim, niczym wisienka na torcie pozorów, stoi sobie Kosiniak-Kamysz.
Patrzy na wyrok TSUE z miną bachora, który został zmuszony do wpierdalania zielonego i marchewki z rosołku. Facet, który śni mokre marzenia o byciu liderem centrum, pozostaje frajerem politycznym. Chce pozornie wszystkim dogodzić, a finalnie nie dogadza nikomu, bo w kieszeni nadal nosi książeczkę – pamiątkę z pierwszej Komunii.
Kosiniak jest tym politykiem, który próbuje być wszystkim naraz, i kończy jako powietrze.
A powietrze nie ma tożsamości. To chyba jasne. Z resztą chuj z nim. Ani kręgosłupa. Ani odwagi. Cały Kosiniak.
Europa mówi jasno: polskie państwo nie może dłużej udawać, że miłość jednopłciowa nie istnieje.
Państwo musi ją wpisać do swoich ksiąg, choćby to miało doprowadzić kilku posłów do obdukcji po tym jak wkurwienia nie będą mogli zatopić w wódzie polewanej zza sejmowego baru – cholera jasna, tego też zakazali.
To jest moment, który mógłby zmienić praktykę i który powinien zmusić Ministra Spraw Wewnętrznych do natychmiastowego wydania wytycznych dla wszystkich USC w kraju. Najpewniej stanie się inaczej. Będziemy mieli setki małych, prowincjonalnych buntów, w których urzędnicy udając święte psy stróżujące przy złomowisku moralności, tak naprawdę będą jedynie łamać prawo i przysparzać problemów ludziom, którzy chcą żyć normalnie – to wszystko.
W obecnej chwili, Polska przejrzy się w cywilizowanym, europejskim lustrze – i to na pewno nie będzie przyjemne doświadczenie. Zobaczymy brzydką, napuchniętą, zachlaną mordę, i się uśmiechniemy, bo przecież: „Polska dla Polaków”.
Marzeniem jest żebyśmy zaczęli proces kosmpolitycznej przemiany, bo wciąż jesteśmy państwem, które opiera się na biegunce moralnej, politycznej neurozie i fobiecznym pierdoleniu o “wartościach rodziny”, podczas gdy ta rodzina od dawna mieszka w Berlinie i ma już dość tej farsy.
Europa robi to, czego polska polityczna klasa niższa, nie ma jaj zrobić od dwóch dekad.
Uznaje ludzi. Uznaje ich miłość. Uznaje ich rodziny.
Niestety, my dalej dyskutujemy z duchami, które istnieją tylko w głowach posłów prawej strony, biskupów i wystraszonych dupskach skrajnych pseudo patriotów.
Za wyrok dziękuję, ale czy ktoś skorzysta? Chciałbym.
Paweł Sobierajski ![]()

