X

Pan Buc

Dałem ciała. Podniosłem głos na Kasię. Nie powinienem. I nawet nie chodzi o to, czy miałem rację. Chodzi o sposób. O moment, w którym zamiast kontrolować sytuację, pozwoliłem, żeby sytuacja kontrolowała mnie.

Patrzę na siebie z boku i wiem że to nie jest człowiek, którym chciałem się stać. Jestem słaby. I tę słabość pokazałem. Czuję się dzisiaj jak najsłabsze ogniwo z „Władcy much”. Nie ten, który krzyczy najgłośniej. Nie ten, który przejmuje władzę. Ten, który próbuje jeszcze trzymać się zasad, ale zaczyna rozumieć, że zasady w takich warunkach są pierwszą rzeczą, która idzie z dymem. W „Władcy much” wszystko zaczyna się od porządku. Od prób organizacji i wiary, że można być „cywilizowanym”, pomimo tego, że nie ma już świata, który tę cywilizację podtrzymuje. A potem przychodzą strach, zmęczenie, frustracja i zmienia się wszystko. W „The Traitors” jest dokładnie tak samo. Na początku mówimy sobie, że będziemy grać fair, będziemy sobą. I że nie damy się ponieść. Ale zaczynamy reagować inaczej, niż byśmy chcieli. Ja temu dowodzę. Żałuję. Podniosłem głos. Broniłem się za mocno. Atakowałem, zanim ktoś zaatakował mnie. Dostrzegłem, jak cienka jest granica między tym, kim jestem na co dzień, a tym, kim stałem się w grze o przetrwanie. W tym odcinku tę granicę przekroczyłem. Nie jestem z tego dumny. Ale to też jest część tej historii.

Lista śmierci powstała po cichu. Dwóch ludzi pochyla się nad kartką. Nie widać emocji. Musi zostać podjęta tylko decyzja. Precyzyjna i konieczna. Natalia i Wojtek porozumieli się bez świadków. Dowodził Wojtek. Doskonale odnajduje się w roli Zdrajcy. Cztery imiona. Wiola. Oliwia. Dariusz. Jarosław. Wiem, że Wojtek nie pozwoliłby działać przypadkowi. Każde z tych imion niosło ze sobą znaną Wojtkowi historię, potencjalne zagrożenie albo wygodną ofiarę. Ale kiedy lista jest gotowa, wszystko się upraszcza. Zostaje tylko gra. W Pokera. Czworo lojalnych, którzy jeszcze chwilę temu siedzieli przy stole jak wszyscy inni, nagle znaleźli się na granicy bycia i niebytu. Karty w dłoniach. Twarze kamienne. Każdy ruch mógł być ostatnim. W tej grze nie chodziło o szczęście. Trzeba było udawać, że się go nie ma.

Następnego dnia zobaczyliśmy trumny. Prawdziwe. Drewniane, ciężkie, zamknięte. W środku ludzie. Żywi. Oddychali, czekając aż ich odnajdziemy. Zaczęło się szukanie. Pierwsza trumna – otwarta. Oliwia. Powietrze wraca do płuc. Jeszcze żyje w tej historii. Druga trumna – trudniejsza, bo dryfowała, jakby ktoś nie chciał, żeby została naruszona. Wiola. Kolejny oddech. Kolejna ulga. Trzecia – ostatnia. Jarosław. Znaleziony. Zostaje jedno imię, którego nie ma. Dariusz. Nie leżał w żadnej z trumien, które otworzyliśmy. Jego historia zakończyła się wcześniej. Karta „śmierć” nie daje drugiej szansy. To bezdyskusyjne. Cisza po tym odkryciu była cięższa niż drewno tych trumien.

Dariusz był wybitnym strategiem. Znakomitym graczem – byłby doskonałym zdrajcą, był znakomitym lojalnym. Nie czuję się godny żeby pisać o Darku. Dziękuję Ci za grę.

A jednak – wykonaliśmy zadanie. Dwadzieścia tysięcy złotych trafia do puli nagród. Nagroda, w tym momencie brzmiała jak coś zupełnie nie na miejscu. Przy stole wszystko wraca do normy. Czyli do chaosu. Natalia siedzi spokojnie. Może zbyt spokojnie. W tej grze nadmiar spokoju jest tak samo podejrzany jak nadmiar emocji. Głosy zaczynają krążyć. Najpierw nieśmiało, potem coraz pewniej. Jedno imię. Natalia. I nagle wszystko zaczyna się składać. Dla jednych w logiczną całość. Dla innych w wygodną narrację. Jedenaście głosów. Wystarczy. Ostatnia zdrajczyni z pierwszego układu znika. Tak kończy się pewien rozdział. Najpierw Łucja. Potem Igor. Teraz Natalia. System sam siebie czyści. Ale tylko na chwilę.

Ta gra nie znosi pustki. Wojtek zostaje sam po tej stronie. I musi wybrać nowego zdrajcę.

Jego myśli są proste, choć sytuacja nie jest. Iza. Ta, która mówiła, że nigdy nie przejdzie na ciemną stronę. Że woli odpaść, niż zdradzić. To zawsze brzmi dobrze. Dopóki nie staniesz przed wyborem. Wojtek liczył na to, że kiedy zobaczy, kto stoi po drugiej stronie, coś w niej pęknie. Że rzeczywistość okaże się silniejsza niż deklaracje. Czekał. Iza nie spodziewała się tego. Była pewna, że zdrajcą jest ktoś inny. Jarek. Układała sobie w głowie obraz gry, który nagle rozsypał się w sekundę. Zaskoczenie i prawdziwy szok. Wszystko, co wiedziałaś, przestaje być prawdą. Stoi przed nią decyzja. Prawdziwa. Wejść w cień. Albo z niego zniknąć. I znowu wracamy do początku. Do tej samej zasady. Nie chodzi o to, kim jesteś. Chodzi o to, co zrobisz, kiedy ktoś poda ci rękę po drugiej stronie stołu.

I zapyta: „No to jak?”

Categories: The Traitors
Paweł Sobierajski:
Related Post