
Rozpocznę rozwiewając wątpliwości. Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek symboli, wszelakich wyznań na terenie Sejmu. Niestety Konfederacja wykonuje kilka kroków za daleko i błądzi w meandrach własnych upierdoleń – którym na ich nieszczęście, fakty nie ustąpią.
Jest w Polsce taki coroczny rytuał: zanim jeszcze karp zdąży umrzeć po raz drugi, a barszcz wystygnąć, pojawia się Konfederacja – cała na biało-czerwono, z gębą umorusaną od wylizywania rosyjskiej dupy – i zaczyna opowiadać, że Boże Narodzenie to esencja polskości, że „od zawsze”, że „nasze”, że „tradycja przodków”, że „atak na święta to atak na Polskę”. I wtedy wiadomo, że znowu trzeba wziąć głęboki oddech i przypomnieć fakty, bo inaczej można dać wiarę, że Jezus urodził się w Radomiu, pasterze mówili gwarą z Podkarpacia, a Konrad Berkowicz nie podpierdala Szwedom patelni.
Bożonarodzenie nie jest ani polskie, ani pierwotnie chrześcijańskie. To jest kulturowy Frankenstein, zszyty z pogańskich rytuałów, rzymskich imprez, germańskich drzewek i kościelnej narracji, która przyszła później i uznała, z nadal sobie charakterystyczną butą – dobra to nasze kurwa od teraz.
Zanim ktokolwiek wpadł na pomysł, że w stajence leży Mesjasz, ludzie na tych ziemiach obchodzili przesilenie zimowe. Najdłuższą noc w roku. Noc duchów, zmarłych, ognia i jedzenia. Sianka pod obrusem nie było. Ale były duchy przodków. Choinka? Import z Niemiec. W Polsce pojawiła się wtedy, gdy Mickiewicz już nie żył, a Konfederacji nie było nawet w najgorszym śnie. Wcześniej były podłaźniczki, snopy, gałęzie. Ale dziś słyszymy, że krytyka tannenbaum, to „atak na polskość”.
Konfederacja uwielbia opowiadać bajki o tradycji, bo tradycja w ich wersji jest jak plastikowy miecz – wygląda groźnie, ale nie służy do walki, tylko do straszenia dzieci. Fakty ich nie interesują. Historia ich nie interesuje. Interesuje ich mit, prosty jak cep, najlepiej taki, którym można komuś przypierdolić w głowę, wtedy może do reszty zgłupieje i odda na nich głos.
Bo gdyby przyznać, że Boże Narodzenie to zapożyczenie, adaptacja, miks kultur, to nagle trzeba by przyznać, że:
Polska zawsze była hybrydą, kultura żyje, bo się zmienia, „czystość tradycji” to pojęcie bajkowo złudne.
Konfederacja potrzebuje Polski zamkniętej, zakonserwowanej, pachnącej naftaliną i strachem przed obcym.
Więc kiedy następnym razem Konfa wysra, że „Boże Narodzenie to Polska”, można odpowiadać na spokojnie: nie, to przesilenie zimowe w chrześcijańskim opakowaniu, z niemiecką choinką i rzymską datą. Wtedy pęka mit, bo nagle okazuje się, że „odwieczna tradycja” ma mniej lat niż niejedna kamienica w Warszawie.
To wcale nie odbiera świętom sensu. Wręcz przeciwnie. One są piękne właśnie dlatego, że są ludzkie, nie czyste, nie sterylne, nie narodowe. Tylko Konfederacja musi koniecznie dopisać do tego hymn, flagę i wroga – bo bez tego te człekokopytne nie potrafią istnieć.
Ale to już naprawdę nie jest problem Bożego Narodzenia – którego nie celebruje, ale nie wkurwia mnie tak jak Konfederacja.
Szanowny Panie Konrad Berkowicz – szopkę odpierdalacie przy każdej okazji, jeśli zajdzie potrzeba – sami tą okazję tworzycie. W innej sytuacji zachęciłbym Pana do jebnięcia sobie patelnią w łeb, ale zważywszy na wcześniejsze Pana dokonania, nie chce być posądzony o współudział w kradzieży.
Paweł Sobierajski

